poniedziałek, 8 kwietnia 2013

Bretania na podróż poślubną

Kochani, dzisiaj drugi post z serii gdzie wybrać się w niezwykłą podróż poślubną :) O jego napisanie poprosiłam koleżankę ze studiów, zawsze radosną Kasię, którą los złączył z Bretanią - jak to zazwyczaj bywa dzięki miłości :) Kasia tak jak i ja wyżywa się twórczo w blogosferze i pisze bloga właśnie o tej niezwykłej części Francji. Bardzo się ucieszyłam, gdy zgodziła się dla Was napisać tego posta! I co najlepsze, przygotowała dla Was trzy wersje zwiedzania :) Mi najbardziej przypadła do gustu ostatnia, dedykowana miłośnikom natury, gdyż zachwyca pięknymi widokami morza i skał. Oddaję jej już głos, ale nie zapomnijcie odwiedzić Bretonissime- to wiele trafnych spostrzeżeń na temat Francuzów i życia we Francji, ale przede wszystkim jest to skarbnica wiedzy o tym regionie. A Kasia zna go czasem lepiej niż sami Francuzi- w Bretanii nie tylko mieszka, ale także pracowała jako przewodnik :)


Francja i podróż poślubna? Oczywiście! Zapomnijmy jednak na chwilę o Paryżu. Tam zawsze możecie się wybrać, choćby na weekend, by poznać jego zalety (wspaniała architektura, liczne muzea i piękne kościoły, zakątki znane z filmów) jak i ciemne strony (zatłoczone i często śmierdzące metro, wysokie ceny, hałas, wszechobecne samochody). Nie pozwólcie na to, by cechy z drugiego nawiasu zepsuły Wam jedyne w swoim rodzaju chwile tuż po ślubie. Co powiecie na pokój z widokiem na ocean, pyszne i dużo tańsze niż w stolicy jedzenie (w tym świeże owoce morza i świetne naleśniki crêpes), wieczorne spacery po plaży i malownicze domy z kamienia z kolorowymi belkami?

Opcja nr 1: dla miłośników słońca

Szczerze uprzedzam, że niepewna pogoda jest największym (i chyba jedynym) minusem urlopu w Bretanii. Jeśli chcecie zwiększyć szanse na obecność słońca, polecam Wam Morbihan, czyli południową część Bretanii („mor” to w języku bretońskim morze, „bihan”- małe). Dzięki położeniu w zatoce woda jest cieplejsza, a i temperatura powietrza jest o kilka stopni wyższa niż w północnej Bretanii. Koniecznie zajrzyjcie do:

Vannes – miasto, którego starówka zachowała średniowieczny urok dzięki imponującym murom obronnym oraz pięknym kamienicom. Vannes stawia latem na kulturę: podczas mojego pobytu w lipcu 2011r. były i koncerty w porcie, i festiwal jazzowy na ulicach oraz w pubach (świetna sprawa!),i „fêtes historiques”, czyli dni średniowiecznej kultury z licznymi atrakcjami.


Saint-Goustan – mały, malowniczy port, otoczony pięknymi wąskimi uliczkami.


Saint-Gildas de Rhys – miasteczko z pięknym opactwem w stylu romańskim (co w Bretanii nie zdarza się często). W okolicach Saint-Gildas są świetne trasy spacerowe, dzięki którym możecie przejść się albo tuż przy plaży, albo podziwiać krajobraz z góry, maszerując po skalistym wybrzeżu. Obie opcje polecam!


Opcja nr 2: dla niezważających na tłumy turystów

W tych znanych i popularnych miejscach znajdujących się w departamencie Ile-et-Vilaine panuje spory ruch turystyczny. Oblężenie ma jednak miejsce głównie latem, więc jeśli planujecie podróż poślubną w innym miesiącu, nie musicie obawiać się tłumów. Tak czy inaczej – warto się tam wybrać, bo renoma tych miejsc jest zasłużona.

Mont Saint-Michel – to podobno druga najpopularniejsza atrakcja turystyczna całej Francji, tuż po Paryżu. Oficjalnie nie należy do Bretanii, tylko do Normandii, jednak jest przez wiele osób kojarzona raczej z tą pierwszą- by nie wchodzić w ideologiczne spory, uznajmy, że jest na granicy tych dwóch regionów. Do pięknego kościoła na samym szczycie i zarazem najlepszego punktu widokowego prowadzi tylko jedna droga, w środku lata panuje tu więc wielka przepychanka, której nie polecam nawet odpornym na tłumy. Ale, spokojnie, na wszystko znajdzie się sposób: warto wiedzieć, że w ostatnim tygodniu sierpnia ruch turystyczny w Bretanii dość znacząco spada- pojedźcie tam właśnie wtedy, późnym popołudniem. My z mężem raz tak zrobiliśmy i była to bardzo trafna decyzja: nie było tłumów i mieliśmy możliwość porównania dwóch wersji Mont Sant-Michel: za dnia i „by night”.


Saint-Malo – to miasto słynące z pięknych piaszczystych plaż (moją ulubioną jest niezwykle długa Plage de Sillon... marzenie!) oraz starówki otoczonej grubymi murami obronnymi projektu znanego francuskiego architekta Vauban. Niestety stare miasto zostało w dużej mierze zbombardowane w czasie wojny, więc kamienice są dużo „młodsze” niż otaczające je mury. Miasto jest bardzo urokliwe i…fotogeniczne. Jeśli szukacie odpoczynku od tłumów, zaszyjcie się w niepozornej z zewnątrz, a niezwykle ciekawej wewnątrz katedrze: na poziomie ołtarza nagle pojawiają się… schody. Ta (spora) różnica poziomów to niezwykły wyjątek w skali Europy i świata.


Dinan – prawdziwa średniowieczna perełka. Naprawdę czuje się tu ducha czasu.


Opcja nr 3: dla spragnionych kontaktu z naturą

Dla Was idealnie nada się departament Finistère, którego nazwa oznacza…kraniec świata! Jest to najbardziej wysunięta na zachód część Bretanii, słynąca z dziewiczej przyrody i z pielęgnowania bretońskich tradycji i zwyczajów. Oprócz wymienionych poniżej miejsc warto byłoby też pozwiedzać, bo program kulturalny wyprawy mógłby być tu bardzo ciekawy – zainteresowanym chętnie służę radą.

Ile d’Ouessant- wyspa, na którą płynie się z portu Le Conquet około półtorej godziny, a z Brestu o godzinę dłużej! Jest to więc cos więcej niż turystyczny rejs trwający 15 minut, zapewnia nam namiastkę morskiej wyprawy. Na wyspie są lokalne taksówki (całe 2 euro za przejazd do „centrum”) oraz wypożyczalnie rowerów: dosłownie na każdym kroku. Ouessant znane jest z hodowli czarnych owiec, jednak ja polecam tę wyspę głównie ze względu na zapierające dech w piersiach widoki!


Presqu’île de Crozon – półwysep pięknych widoków: skaliste wybrzeża, szerokie piaszczyste plaże, urokliwe, trudno dostępne zatoczki… Obowiązkowe punkty programu to co najmniej Les Tas de Pois (imponujące skały nad brzegiem oceanu) i Camaret (niezwykle malownicze miasteczko portowe, pełne kolorowych domów, które było inspiracją dla wielu malarzy).


Douarnenez – gdy pierwszy raz zbliżaliśmy się autem do tej zatoki (La Baie de Douarnenez) i ujrzałam ją z góry, dosłownie mnie zatkało. Polecam spacery na plaży w tych okolicach. Samo Douarnenez jest, jak Camaret, urokliwym i nasyconym kolorami miastem portowym.


Jeśli nie możecie zdecydować się, którą opcję wybrać, to może zdecydujecie się na wyprawę samochodem i dłuższe tour de Bretagne? :) Ja pierwszy raz wylądowałam tu trochę przez przypadek- w ramach wymiany szkolnej- a potem wracałam przy każdej możliwej okazji. Pracując tu jako przewodnik turystyczny, poznałam męża, więc dla nas Bretania była zwieńczeniem podróży poślubnej. ;)

Kasia Tirilly

1 komentarz :

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...