W ostatnią sobotę skończyłam 25 lat i naprawdę nie mogę w to uwierzyć! Stuknęło mi ćwierćwiecze chociaż wydaje mi się, że nadal jestem słodką dziewczynką z podstawówki (albo przynajmniej o tych czasach marzę) :) Uznałam więc, że najwyższy czas, żeby uczynić w swoim życiu małe podsumowanie. Niewątpliwie dużo się w ciągu tych 25 lat nauczyłam, ale cały czas czuję, że jeszcze mam wiele lekcji do odrobienia :) Zdecydowałam się jednak podzielić z Wami 5 najważniejszymi rzeczami, których nauczyłam się w ciągu tych 25 lat. Mam nadzieję, że niezależnie od wieku, zainspirujecie się by pomyśleć o tym co Wy wynosicie z życia dla siebie :)
Lekcja 1: Nie zawsze to co planujemy spełnia się, ale to też dobrze
Zawsze wierzyłam, że w życiu można sobie wszystko zaplanować, że rzeczywistość którą wokół siebie budujemy zależy w 100% od nas samych. Sądziłam, że mogę sobie zaplanować rodzinę, karierę, zawierane przyjaźnie. Jako chorobliwa perfekcjonistka wiele rzeczy miałam zaplanowanych na długo zanim tak naprawdę było o czym myśleć. Wiedziałam jaki tort chcę jeść na swoim ślubie, jak ma wyglądać moja łazienka, ile będę mieć dzieci i w jakim zawodzie będę pracowała. Właściwie w życiu wszystko wydawało mi się czarno - białe. A później przychodził czas, który wszystkie plany weryfikował, stawiał przede mną nowe możliwości i wyzwania i okazywało się, że nie wszystkiemu jestem w stanie podołać. Miałam robić śluby, a zaczęłam pracować w branży IT, miałam brać ślub, a rozstałam się z narzeczonym parę miesięcy przed wyznaczoną datą. Była to jedna z najtrudniejszych lekcji jakich musiałam się nauczyć. Uwierzyć, że czasem warto dać się ponieść nurtowi życia i że to co planujemy czy w co wierzymy dość często ulega różnym modyfikacjom, ale nie ma w tym nic złego. Rozwój jest nieodłączną częścią życia. To co staje na naszej drodze nie staje tam bez powodu. W życiu nie ma przypadków. W trudnych chwilach przestałam sobie mówić "wszystko będzie dobrze". Wierzę, że wszystko co dzieje się w naszym życiu jest dobre. Wszystko już teraz jest dobrze.

Lekcja 2: Wybaczanie to klucz do szczęścia
Przez długi czas nie potrafiłam wybaczyć wielu osobom, które w przeciągu moich krótkich 25 lat zachodziły mi za skórę. Potrafiłam być okropnie obrażalska, mściwa i beznamiętna w stosunku do tych, którzy wpływają na mnie w negatywny sposób. Bardzo długo pielęgnowałam w sobie nienawiść względem tych, którzy kiedyś mnie skrzywdzili. Czara goryczy przelała się po rozstaniu z narzeczonym, kiedy wielu moich bliskich znajomych nie umiało się odnaleźć w tej sytuacji. Wkurzało mnie, że ktoś powiedział o mnie X, albo plotkował na temat Y. Nie potrafiłam sobie z tym poradzić, złościłam się, a w nocy coraz bardziej zgrzytałam zębami ze stresu (parę lat wcześniej wykryto u mnie bruksizm, nie mogłam normalnie jeść i miałam okropne migreny i bóle mięśni spowodowane właśnie stresem). Moje ciało i duch miały już wszystkiego serdecznie dość, czekały aż odpuszczę i zacznę normalnie funkcjonować. I wtedy wpadłam na felieton Reginny Brett o wybaczaniu. Po pierwsze zaczęłam się modlić. Po drugie, wyryłam sobie w głowie pewne motto, którym kieruję się teraz każdego dnia. Zrozumiałam, że moje samopoczucie nie może zależeć od aprobaty albo dezaprobaty innych osób! Stopniowo złość i nienawiść przestała mi stać na drodze do szczęścia. Przestałam zatruwać swoje życie pielęgnowanym urazami. Dzisiaj czuję spokój ducha i czuję, że mogę być szczęśliwa. A motto wisi u mnie nad biurkiem: Mogę być najsłodszą, najbardziej soczystą brzoskwinką, a nadal znajdzie się ktoś kto nie lubi brzoskwiń.

Lekcja 3: Możesz pokochać rzeczy, których wcześniej nienawidziłeś
Rodzice do dzisiaj śmieją się ze mnie i wspominają jak to nie potrafiłam zjeść jako nastolatka nawet kawałka mięsa, a teraz zajadam się wędzoną kiełbasą. To taki prosty przykład, ale bardzo prawdziwy. Polubienie czegoś czego wcześniej się nie znosiło to dość przewrotna myśl, ale była rewolucyjna w moim życiu, bo dotyczy także większych, ważniejszych rzeczy. Nie znosiłam kwiatów, nudziłam się okropnie gdy mama kazała mi słuchać o gatunkach roślin, które sadziła w ogrodzie, irytowałam się gdy mówiła o tym jakie są piękne. Wszystkie rośliny doniczkowe zasuszałam w przeciągu tygodnia, a kwiaty na urodziny traktowałam jak wyjątkowo nietrafiony prezent. Dzisiaj mogłabym usiąść i czytać encyklopedię kwiatów. Na giełdzie kwiatowej czuję się jak ryba w wodzie. Florystyka to jedna z moich największych pasji. Kiedyś nie wyobrażałam sobie również pracy w korporacji, dzisiaj jestem zawodowym korposzczurem i lubię to co robię. Ludzie się zmieniają, nasze pasje i marzenia się zmieniają, ale to przecież sprawia, że nasze życie jest ciekawsze i bogatsze.

Lekcja 4: To, że myślisz o sobie nie znaczy, że jesteś egoistką
Wiem, że w kulturze chrześcijańskiej zostałabym szybko nazwana zarozumiałą egoistką, która widzi tylko czubek swojego nosa. Nie przejmuję się tym. Już się tym nie przejmuję. Uświadomienie sobie kiedyś, że w samolocie rodzic nakłada maskę tlenową najpierw sobie, a dopiero potem dziecku było dla mnie niezwykłym odkryciem. Najpierw pomóż sobie, a dopiero potem innym, bo w przeciwnym przypadku możesz nikomu nie pomóc. Gdy jest mi źle, gdy potrzebuję zająć się sobą to naprawdę koncentruję się na sobie. Spędzam czas w swoim towarzystwie, gdy mam ochotę to oglądam cały wieczór filmy i nie wychodzę z łóżka, wydaję część pensji na dopieszczanie siebie w postaci manicuru, kolejnej pary butów czy kwiatowego obrusu z Zary. Dzięki temu czuję, że moje potrzeby są zaspokojone i wtedy mogą zająć się innymi.
Lekcja 5: Najważniejsze to być dobrym przyjacielem
Wchodzenie w dorosłość oznacza, że wiele tak zwanych" przyjaźni" weryfikuje się. Większość ludzi znika z twojego życia na zawsze, okazuje się, że byli tam tylko na chwilę, bo tak im wtedy pasowało. Początkowo to naprawdę boli, ale potem uświadamiasz sobie, że Ci którzy z Tobą zostają są naprawdę najlepsi na świecie i nikogo więcej nie potrzebujesz. Przełomowym momentem było dla mnie opublikowanie posta o
25 rzeczach, które chciałabym zrobić przed 25 urodzinami. Dostałam wtedy mnóstwo cudownych oznak przyjaźni i dobroci, których nawet się nie spodziewałam! Aga nauczyła mnie gotować chińskie smażone bakłażany, Tomek dał mi zaproszenie na czekoladowy masaż, Mateusz namówił mnie na szybkie randki, a Kinga zadeklarowała, że pójdzie ze mną na rekolekcje. Od Bernatki dostałam matę do jogi i byłyśmy już razem nawet na pierwszych zajęciach :) Byłam strasznie wzruszona i zaskoczona tym jakie wiele osób o mnie myśli i dba! Co jak co, ale nie mam wątpliwości, że ja w tym temacie mam jeszcze wiele do zrobienia. Zapominam o urodzinach, spóźniam się na spotkania, albo wcale na nie nie przychodzę. Dzięki wspaniałym ludziom, którzy są przy mnie niezależnie od wszystkiego dostrzegam jaką ogromną wartość ma dla mnie ich przyjaźń. Bardzo chciałabym być dla Was takim wsparciem jakim wy dla mnie jesteście!
I tym pozytywnym akcentem dziękuję wszystkim za pamięć i życzliwość :)
To było nie najgorsze 25 lat ;)
xoxox
Sonia